Zamtuz

Kategoria: Pirackie siedliszcze



Łapówa
2010-02-04, 12:48
Przygotowania trwały ponad miesiąc, zabiegany Łapówka pojawiał się na wyspie to tu,  to tam. Gnał niczym wiatry Bjarniego pragnąc dopiąć wszystko na ostatni guzik, a przynajmniej tymczasowo zmotać starym sznurkiem. Najwspanialszy budowniczy na wyspie, którego największym dotychczasowym dorobkiem było postawienie koślawego sracza, nie zachwycał ani elokwencją ani zdolnościami. Jednak jak to mawiają: z braku laku w polu równem pieczętował nawet gównem. W ten oto sposób „gówniany” konstruktor dostał nowe zlecenie. Marudził długo, złamał swoje trzonowce na Łapówkowym diamencie, ale taki geniusz-dyplomata jak Łapówka, stosując najznakomitsze metody perswazji (wielogodzinne moczenie łba w strumieniu i wymowne ruchy kordem w okolicach chłopskiego przyrodzenia) dopiął w końcu swego, i oto:

Stanął burdel piracki, z drewna lecz podmurowany;
Widoczne były z daleka obłażące ściany,
Tym brzydsze, że odbite od ciemnej toni,
Morza co go przed Błękitem broni.
Zamtuz w sumie niewielki, lecz zewsząd chędogi,
I ochronę miał zacną, a za nią mój drogi
Burdelmama w całej swej okazałości,
Patrząc na nią dłużej, nie jeden miał mdłości.
Panny za to dorodne, rozmaitej maści:
Elfki, orczyce, lacertki, dzierlatki!

Miejsce w którym stanął przybytek było według Łapówki idealne. Na tyle daleko od tawerny żeby zbuki bez grosza przy duszy nie mogły się napatrzeć za darmo, na tyle blisko z kolei, że od czasu do czasu siedząc przy flaszy rumu można było usłyszeć kuszące jęki panien pod bardziej narowistymi klientami, a to z pewnością przysporzy klientów.
Framuga była na tyle nisko żeby każdy, cwel nawet pokłonił się przed burdelmamą, kultura przede wszystkim!
Khhagrenaxx
2010-02-13, 12:41
Behemot był z tych co to za sztywny mają kark, co by się kłaniać komukolwiek - O to to! - rozpoczął przemowę wchodząc do przybytku - Wiedziałem, że gdzieś na tej przeklętej wyspie jest miejsce, gdzie znużony rozlicznemi bojami wojak może miast ręki użyć wreszcie swech lędźwi! - powiedział do burdelmamy.

Rozejrzał się wkoło - wolał zawczasu upewnić się, że nie jest to jednoosobowa firma...
Burdelmama
2010-02-15, 13:51
Panienki były ukryte przed wzrokiem przybysza, wszak nie wiadomo co za element tu zaglądnie.

-Czego kurwa, grzecznie spytam chłoptasiu? Ta oto framuga, starucha wskazała palcem, to jest po to żeby sprawdzić czy potencjalny klient wyrósł już, tudzież powrotem nie dorósł do srania pod siebie. Jako że się mieścisz, to chyba pozostaniesz na etapie używania ręki. Poza tym, za ładne oczy nikt tu nie zamoczy! O!

Stanęła w rozkroku dumna z siebie, wyglądała gorzej niż tragicznie. „Pieńki dębowe” koło drzwi przebierały z nogi na nogę czekając aż trafi się okazja obicia komuś gęby.
Khhagrenaxx
2010-02-19, 14:25
Nie było w Saevranie istoty bardziej pewnej niż Behemot. Przystępując do każdej bitwy, był pewien że wygra, otwierając każdą beczkę, był przekonany o tym, że będzie musiał otworzyć kolejną, zaczynając rzygać był pewien że wyrzyga się do końca, podrywając panienkę, był pewien, że akcja zakończy się sukcesem.

Tak było, był pewien. Pewności tej nie stępiły przez lata dziesiątki niepowodzeń, całe pasma porażek, wybitych zębów, plaskaczy, siniaków, szyć, rozbitych nosów, wyłamywanych palców. Mimo tego wszystkiego, zawsze był pewny swego. Jednak w niziołku coś pękło. Popatrzył na paskudną burdelmamę, popatrzył na wykidajłów... I wbrew swojej naturze pomyślał, że starej jędzy może nie przegadać, a osiłki nie wyglądają na osiłków, tylko na Broń Ostatecznej Zagłady i że niekoniecznie zdobędzie burdel siłą, w razie czego.

Uczucie było tak dziwne, tak nowe, że trzeba było się mu lepiej przyjrzeć. Najlepiej w karczmie. Rozwaga? Czyżby stał się rozważny? Zatrwożyło się jego nieustraszone serce, to byłby koniec Behemota. Tylko nie rozwaga... Musi to skonsultować!

Wybiegł z zamtuzu czym prędzej i popędził do Tawerny pod Lewiatanem.
Gungan
2010-02-23, 20:54
Przed oczami gorzelnika, idącego za matem ni stad ni zowąd ukazał się nieoczekiwanie nowy budynek.
-Ki pieron- powiedział filozoficznie drapiąc się po klacie. -przysiągłbym że takiego szkaradztwa nie widziałem tu wcześniej. Pomijając twój dom i sracz to najbrzydsza rudera jaka widziałem- zaśmiał się do starego.
Bjarnie
2010-02-23, 22:35
- W rzeczy samej - zgodził się mat - Może i nie znam cię dostatecznie ale na słowo wierze iż nic lepszego w żywocie swoim nie widziałeś - klepnął menela przez ramię - Nic nam nie zostało jeno sprawdzić co w środku dają - zarechotał sam do siebie - A jak nie dają to może choć kielicha zacnego postawią - z nadzieją ruszył w stronę rudery.
Gungan
2010-02-24, 08:25
Gan wywalił z kopa w drzwi. W środku nie było dużo lepiej. Na dodatek na przódku stała wyjątkowo szpetna niewiasta posiadająca iście imponujący koński zgryz.
- Eee witam- powiedział na wszelki wypadek ostrożnie bimbrownik, starający się równocześnie dociec do jakiego to przybytku znowu trafił pod przewodnictwem starego dziadygi i jakież to nowe kłopoty go z tego powodu czekają. Niestety zdawał sobie sprawę że jakkolwiek by się nie starał... gówno przewidzi.
Bjarnie
2010-02-24, 08:47
- Ożesz kurwa - zaklął mat, który wlazł zaraz za łysolem i dojrzał właścicielkę chaty - Kamienie żarła czy co - spytał nieco ściszonym głosem - Jakaś przeklęta buda to - rozejrzał się dookoła - Nic tu po nas - wymamrotał jeszcze.
Gungan
2010-02-24, 09:10
-Eee tam od razu nic tu po nas, siednij se niech ci nie wisi- powiedział i klapnął bezczelnie na ławę przy stoliku. Oczywiście przezornie plecami do ściany.
-Nadobna niewiasto, czym można się tu uraczyć- powiedział wesoło. humor mu po porządnym wyspaniu wyraźnie dopisywał.
Bjarnie
2010-02-24, 09:22
- Gangreną zapewne - mruknął do siebie Bjarnie słuchając pierdolenia gorzelnika i unikając widoku nadobnej niewiasty - Może to niemowa jaka - zasugerował - Z zębami ozór jej odpadł albo jakaś inna franca ją toczy - gardło suszyło go niemiłosiernie ale wolał póki co nie ujawniać zawartości ostatniego bukłaka Ikariuma tym bardziej że Gan wyglądał na solidnie wyposzczonego.
Burdelmama
2010-02-25, 09:00
-Otóż to, tu raczej nikomu zbyt długo nie wisi, no chyba że ten no… uwiąd starczy!
Starucha spojrzała na Mata nasączając powietrze odorem z własnej, szpetnej paszczy.
-Normalnie bym się Panów zapytała czy czegoś się napiją, ale że w tej dziurze posucha to od razu przejdźmy do konkretów. Dziewczyny!
Zawołała donośnie, nie wiadomo skąd wokół przybyszy zaczęły się kręcić dwie elfki, orczyca i nizielica, wszystkie niczego sobie jak na wyspiarskie warunki.
-Wybór niezbyt duży, ale właściciel tego przytulnego przybytku ponoć ciągle nad tym pracuje.
Napomknęła skromnie.
Bjarnie
2010-02-26, 07:57
- Kiedy? Jak? - mat z wybałuszonymi gałami zastanawiał się od kiedy funkcjonuje przybytek i dlaczego do stu tysięcy diabłów nic o tym nie wiedział.
- Aaaa... - wystękał w końcu - A ile taka przyjemność kosztuje - spytał zachowując resztki czujności choć w gruncie rzeczy był pewien że upatrzona już niziolica będzie miała nie lada orzech do zgryzienia - Właściwie dwa orzechy - zarechotał w końcu.
Gungan
2010-02-26, 08:05
-Eeee, ten tego- powiedział skonsternowany Gungan, patrząc na towar, zastanawiając się jak wybrnąć z honorem z sytuacji. -Może jednak znalazło by się coś do osuszenia gardła, poszukaj niewiasto, chętnie zapłacę. Igraszki muszą być wspomożone dobrym humorem, a nie ma lepszego laudum na dobry humor jak zacny napitek.- wygłosił.
-Nie stój nade mną jak wsiowy ciołek z otwarta gębą, denerwujesz mnie!- rzucił w stronę mata gapiącego się lubieżnie na kobiety.
Bjarnie
2010-02-26, 08:21
- Nie mogę stać nad tobą boś wyższy panie miastowy - odciął się szybko - A na trunek i ja chętnie parę złociszy dorzucę bo kompan mój do płci nadobnej na trzeźwo podejścia nie ma. Bez rauszu że tak rzekę oręż mu się nie dźwiga - odwrócił wzrok na powrót na niziolicę
Burdelmama
2010-02-26, 15:13
-Plotka głosi, że nasze panienki cuda najprawdziwsze zdziałać potrafią, ale o tym żeby okowitę z czegokolwiek uczynić potrafiły tom nie słyszała, a jakie cuda… zresztą Panowie sami ocenić zdolni.
Udawała, że nie dosłyszała o „sprzętowych” problemach większego gościa.
-A an smutki i odwege, hmm... myślę, że złotouste dzierlatki na pewno coś zaradzą. Przypowieść opowiedzą czy coś…
Wyszczerzyła uzębienia przypominające ruiny zamku.
-Jak że Panowie pierwszy raz u nas, to dodam że dwie godziny w cenie jednej mamy, tak na zachętę. Godzina 20 sztuk złota – onegdaj 10 butelek podłej księżycówki, dziś myślę że tyle jedna kosztuje. Podłe czasy nastali, podłe, smród brud i ubóstwo to zawsze było, a tera jeszcze posucha i paladyni.
Bjarnie
2010-02-26, 17:33
- Plotka głosi że i za piętnaście radę dają - wyszczerzył się mat, któremu akurat cenniki burdeli nie były obce - Przypowieść sobie odpuszczę acz kamratowi nie zaszkodzi. Jak nie będzie mógł to se choć pogada - uśmiechnął się kolejny raz odliczając wspomnianą kwotę - Pasuje pani starsza - spytał - Bo jak będzie to obiecać mogę że plotek się namnoży. Takich chwalących walory zacnych tu panienek - dodał choć zasadniczo co do domniemanej zacności kobit miał akurat całkiem inne oczekiwania.
Burdelmama
2010-02-26, 18:19
-Może być i piętnaście, a jak Waść nie łżesz i ruch mnie tu wzrośnie to i rabatu większego nie poskąpie. A co do złotoustości to nie prawienie przypowieści miałam na myśli. Kamrat Waszeci pomimo mniejszego, zdaje się, wieku jakiś taki nieruchawy. Jeśli ma bardziej barbarzyńskie gusta, to ochrona zaprowadzi tylnym wyjściem do przybudówki, gdzie mamy „towar” jeno pod barbarzyńskie potrzeby.
Starucha płaszczyła się przed gośćmi i nawet ograniczyła wydzielanie odoru w ich stronę.
Bjarnie
2010-02-26, 18:53
Mat spojrzał z ukosa na Gana i podrapał się po łbie z namysłem.
- Co kamracie - spytał w końcu - Jak masz barbarzyńskie gusta to i na nie remedium mają. Choć u Mordzia za darmo tego uświadczysz a jak bogowie pozwolą to mu majętności przysporzysz - zarechotał - Bierz zatem złoto dobra kobieto - wręczył szkaradzie monety - I jakem mat niejeden na wyspie usłyszy że najlepsza zabawa w przybytku waszym jest. I pewnie niejeden się zdziwi że przybytek takowy posiadamy - podlazł do niziolicy - Los był dla ciebie łaskawy panienko - zaczął rozmowę gładząc się po brodzie - Wielce wasze eksperjens chwalą tu ale ja w wielu miejcach bywałem i co nieco nauczyć się zdążyłem. No i czas doświadczeniem się podzielić - klepnął kobitę poniżej pleców i machnął gorzelnikowi na pożegnanie - Prowadź nimfo - zaordynował.
Burdelmama
2010-02-26, 21:07
-Uważajcie na serce i kręgosłup, co by Wam jedno z dwóch nie pierdolło!
Wrzasnęła w trosce o zdrowie klienta, zważywszy na jego zacny już wiek, no i umowę przede wszystim.
Gungan
2010-02-27, 08:38
-Staruch się o moją kondycje martwi, a sam wstaje  ze siedem razy w nocy na siku- mruknął pod adresem znikającego z niziolicą lubieżnika. -Cóż kobieto przylazłem sie tu najpierw napić, azali na pewno pod ladą jakowegoś trunku nie posiadacie? Szczodrze bym wynagrodził- powiedział bawiąc się pękata sakiewką
Burdelmama
2010-02-27, 08:59
-Taż jakbym miała to bym Panu dała, oj dałabym dała… a gdybym….
Zanuciła uradowana pod nosem.
-Ale mniejsza, na wyspie z trunków jeno woda, a wodę to zwierzom pić ino i paladynom psia ich mać. Ludzie gadają, że to przez tę cimrę szynkarkę i jej kochasia – tego herszta niewydarzonego co się krzyżykiem podpisuje, ma uzębienie jak płot po potupance i ciągle gnidy ze łba wybiera, taki ciemny, drow pewno, albo nie mył się już tyle. Musiałby Waszmość z szefem o tym gadać, bo on cięty na niego jak bąk. Kurwi jeno na lewo i prawo że wszelki syfilis przez te elfy w żyć jebane, toż wiadomo że po dobrym bimberku czy rumie wojak bardziej jurny i więcej złota u nas zostawi .
Gungan
2010-02-27, 11:13
-Co racja to racja- przytaknął ostatnimi słowy gorzelnik. -Na wyspie powiadacie trunków nie ma? Nie może to być i nigdy nie bywało- pokręcił głową -co to się kurwa już wyrabia to jakiekolwiek w rzyć czesane pojęcie przechodzi, a tego wasinego szefa gdzie spotkać można?- zapytał brzydule.
Burdelmama
2010-02-27, 11:31
-Pewnie kręci się po okolicy nowego towaru przysporzyć, te tu dziewuszki w boju zaprawione, a i niezbyt zużyte, ale cztery to mało jak na taką wyspę, bądź co bądź. Musielibyście w tawernie o Łapówkę zapytać,  ale ja bym tam na niego uważała. Niby szef dobry, płaci nie najgorzej, o swoich podwładnych dba czasem jak o własne dzieci, nie idzie powiedzieć, ale zielony taki, wielki, z ogonem, czasem aż głupio bo obrzydzenie bierze, a gada niby normalnie, nie taj jak te insze pomioty. Ludziska gadajo, że tym lacertom to jak upierdolić ogon to drugi, nowy wyrasta, a niektóre to muwio, że i co insze tak samo się zachowuje, pierun tam ich wie. To jak będzie drogi Panie, patrzcie jak się dziewuszki uśmiechają, okowity nie mam, ale zielicho jakieś, co to pod nim podobnosz we łbie szumi. Jedyne pięć sztuk zlota.
Burdelmama wyszczerzyła stomatologiczne ruiny. Panienki niecierpliwe kręciły się koło przybysza, raz po raz się o niego p r z y p a d k o w o ocierając.
Bjarnie
2010-02-28, 11:38
Spocony, poszarzały na gębie i nieco kulejący mat wylazł w końcu z gniazdka niziolicy. Podlazł do burdelmamy i bez żadnego słowa wręczył jej pięć sztuk złota. Rzucił okiem na Gana, który najwyraźniej upatrzył sobie szczerbatą szkaradę.
- Będę w tawernie - wyrzęził z trudem i opuścił przybytek.
Burdelmama
2010-02-28, 23:16
Kto jak kto, ale starucha potrafiła ocenić wartość monet po samym ich brzęku. Udała, że nic nie zauważył, a nóż stary pryk pochwali się dokonaniami i przysporzy klientów. Zresztą, nawet tak omszałe i zatęchłe jajca jak jego w końcu zaczną świerzbić i przylezie znów, a wtedy inaczej będzie ptaszek śpiewał, oj inaczej.
Zadowolona z siebie zaczęła podśpiewywać:
- Znałam raz w stolicy kurwę,
Co się zwała krwawa Bronka,
Kiedy zacisnęła uda
Ucinała członka….
Przypominało to bardziej charkot krasnoluda, który pół życia przepracował w kopalni, a kaszel leczył zielskiem i spirytusem.
Łapówa
2010-04-07, 23:38
Łapówa idąc dziarskim krokiem po udanej defekacji, z humorem wspartym obecnością papieru na wygódkowym haczyku postanowił niecodziennie skontrolować swą dumę – burdel nad burdele, pierdolnik który nie miał sobie równych etc. etc. hurra! łup, dup, sru, brawa!
Zamiast wejść głównym wejściem postanowił podejrzeć przez dziurę sprytnie kamuflowaną sękiem. Stara szkarada, dumnie zwana burdelmamą, bajdurzyła jakiegoś zbitego kloca.
-Gungan! Psia mać, musiało się bimbrownikowi z oszczędności i chytrości ślepotki łyknąć.
Gad zanalizował cichcem, nie było co chłopinie przeszkadzać, a nóż by się rozproszył i z ekscytacji nici, a jak wiadomo w pewnym wieku kuśkę zmusić do współpracy nie tak hop-siup. Łapówa widząc że wszystko działa w jak najlepszym porządku ruszył dalej. Ten porządek zdał się gadowi podejrzany, jednakowoż to dopiero pierwsze dni działalności, nie było co robić z igły wideł.
Mordrag
2010-05-22, 14:30
Po niedługim czasie barbarzyńca wraz z zielonym alfonsem podeszli pod zamtuz.Robiło się już ciemno.Promienie słońca powoli zanikały na rzecz nadchodzącej nocy.

-Wreszcie na miejscu-sapnął z ulgą w głosie człowiek-To prowadź gadzino na pokoje bom znużony tym marszem-powiedział i stanął bliżej drzwi...-I dawaj to co masz najlepsze-rzekł z lekkim uśmieszkiem........
Łapówa
2010-05-23, 16:56
-Najlepsza to jest szefowa tego bajzlu, osobiście gorąco polecam!
Gad zaśmiał się dziko wlazł do środka i ruszył przygotować trochę platzu co by można usiąść i spożycie uskutecznić.
- Zwołaj no dziewczęta.
Rzucił do piękności.
Mordrag
2010-06-02, 19:21
Wszedł i rozglądnął się po wnętrzu.-Nawet przytulnie-rzekł i rozsiadł się wygodnie coby mieć lepszy widok na dziewki..-Co jak co ale gad zna się na prowadzeniu burdelu-pomyślał i zatarł ręce i to z wrażenie ni to z uciechy....-No dawaj kobity zielony bo na debaty my tu nie przyszli.No ale najpierw wypijmy za bądz co bądz udaną wyprawę hehe-zarechotał i odkorkował butelkę gorzały.Łyknął sobie zdrowo i podał Łapówce........


Podobne tematy:
Księżycowa Maska [zamtuz]